Chciałabym poruszyć dość dziwny temat... W wierszach, książkach dotyczących wiejskiej tematyki często są opisywane nie tylko piękne zdarzenia mające tam miejsce. Wielokrotnie opisywane były sposoby ubijania bydła i przetwarzania mięsa. Wspomina się także o lisach wykradających jaja i zabijających kury. Opowiada się o psach i kotach ginących na ulicach, o szczurach i myszach zabitych przez pułapki...
W telewizji widzimy obrazy ptaków i ryb zabitych przez katastrofy ekologiczne, plaże usłane ich ciałami.
Często opisuje się przyrodę z jej pięknymi i mniej pięknymi aspektami. Zauważyłam jednak, że pewien aspekt jest w takich utworach niespotykany, czasem mam wrażenie, ze nikt prócz mnie (a przecież jestem "mieszczuchem!") nie zwraca na niego uwagi...
Mam tu na myśli pisklaki wypadające bądź wyrzucane z gniazd.
Pierwszy raz spotkałam się z tym zjawiskiem mając około 3-4 latka - na placu zabaw, koło dawnego mieszkania moich dziadków, na siedzeniu huśtawki (była pod drzewem) coś leżało. Przypominało ptaszka. Dotknęłam go - był mięciutki, miał jakby futerko. Pobiegłam po mamę, by pokazać jej znalezisko, choć wcześniej dotknęłam zwierzaka teraz bałam się do tej huśtawki zbliżyć, poprosiłam mamę, by obejrzała co tam leży. Mama, pewnie by mnie uspokoić powiedziała, ze to kupka błota. Następnego dnia, gdy poszłam na plac zabaw ptaszka już nie było. Spytałam się innych dzieci co leżało na huśtawce - wszystkie powiedziały, ze ptaszek...
Później, jeżdziłam z rodzicami nad morze, wciąż do tego samego pensjonatu. Wiele jaskółek miało gniazda pod dachem, można się spodziewać co leżało pod nimi. Tak strasznie się brzydziłam małych ptaszków leżących bez życia na trawie, że tata nosił mnie do środka pensjonatu na barana (parkowaliśmy przy ścianie i gdy się wysiadało z samochodu łatwo można było na ptaszka nadepnąć

).
U moich kuzynów, od około dwóch lat jaskółki również robią sobie gniazda pod dachem, spotykam też martwe pisklaczki. Wymijam je z daleka, chodzę około 3 metry od ściany domu, na wszelki wypadek... Mój kuzyn kiedyś kopnął piłkę tak wysoko, że odbiła się od dachu, przy okazji strącając całe gniazdo. Janusz się zaśmiał i rzucił tylko komentarz typu "o, ubiłem wróbla".
Były też inne "spotkania", ale nie chcę mi się ich opisywać.

Zastanawiam się dlaczego wszyscy milczą na temat tych małych ptaszków. Okej, nie jest to najprzyjemniejszy temat, ale mielenie mięsa krowiego również do takich nie należy. Przecież można by napisać jakiś smutny, natchniony wiersz o biednych, małych ptaszkach... z tego co wiem, nikt tego nie zrobił. Jak myślicie, dlaczego nikt nie porusza tego tematu?
Ach, no i chciałam się jeszcze zapytać jaka jest kiedykolwiek obchodzona największa rocznica ślubu... Próbowałam googlować, ale przy tych słowach wyskakiwały mi tylko ogłoszenia typu "największe przyjęcie ślubne lub rocznicowe - zorganizujemy je!".

Znalazłam taką informację:
[link]Jak myślicie, ktoś obchodził jeszcze większą rocznice?
Znalazłam jeszcze taką informację, ale nigdzie niepotwierdzoną:
[link]